O kształceniu inżynierów w oparciu o potrzeby rynku i rozwijający się przemysł opowiada dziekan WETI PW – prof. Tomasz Starecki
Uczelnie techniczne w Polsce w coraz większym stopniu współpracują z przemysłem oraz szeroko rozumianym otoczeniem społeczno-gospodarczym. Ważna przy tym jest koordynacja działań, które mają na celu wdrażanie opracowanych przez naukowców technologii, a zarazem wykształcenie kadry specjalistów. Potrzebna jest zatem grupa osób, które – poprzez swoją wiedzę i doświadczenie – mogą mieć realny wpływ na program nauczania oraz realizowane projekty.
Rada Konsultacyjna Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych PW
Prawie rok temu, na Politechnice Warszawskiej powstała Rada Konsultacyjna Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych. W jej skład weszli ludzie związani z uczelnią, a jednocześnie mocno osadzeni w realiach rozwijającego się polskiego przemysłu i nowoczesnych technologii. Nie zabrakło też osób z kompetencjami społecznymi. Do końca sierpnia 2028 roku zaangażowani zostali: Stefan Kamiński, pełniący rolę przewodniczącego, Adam Bartosiewicz, Krzysztof Dąbrowski, Magdalena Dziewguć, Andrzej Horawa, Agnieszka Kubera, Bożena Leśniewska, Radosław Marlęga, Piotr Orleański, Kinga Piecuch, Adam Piotrowski, Adam Roś, Piotr Szynkarczyk, Piotr Zbysiński i Jerzy Żurek.

Prof. dr hab. inż. Tomasz Starecki na tle budynku Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej
O cel powstania Rady Konsultacyjnej oraz oczekiwania i plany na przyszłość zapytałam obecnego dziekana Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych, prof. dr hab. inż. Tomasza Stareckiego.
– Działania w kierunku powołania Rady Konsultacyjnej rozpoczął jeszcze nasz poprzedni dziekan, prof. Michał Malinowski. Byłem członkiem ekipy dziekańskiej, która ten pomysł rozważała. Żyjemy w czasach, kiedy zmiany zachodzą bardzo dynamicznie i to w każdej dziedzinie, zarówno w technologii, jak i w geopolityce. Mocno się to przekłada na nasz sposób życia i funkcjonowanie w społeczeństwie, mam tu na myśli również naszą uczelnię i mój Wydział. Jako pracownicy dostrzegamy te zmiany i staramy się reagować. Pomyśleliśmy jednak, że wspomniane zmiany i trendy rozwojowe są wcześniej i wyraźniej dostrzegane przez osoby działające na poziomie zarządzającym w branży elektronicznej, telekomunikacyjnej i teleinformatycznej. Aktywne zarówno w firmach i przemyśle, jak i w stowarzyszeniach oraz instytutach naukowych. Chcieliśmy wykorzystać ich doświadczenie i spostrzeżenia dotyczące trendów rynkowych w podejściu do kształcenia naszych studentów. Przecież to dla nich mamy przygotować odpowiednie kadry. Zależy nam na tym, aby na Politechnice Warszawskiej, a szczególnie na naszym Wydziale studiowali najlepsi. Nie jesteśmy jedyną uczelnią w Polsce. Musimy brać pod uwagę również silną konkurencję uczelni technicznych z innych krajów europejskich. Jeżeli nasze metody i programy nauczania nie będą dostosowane do bieżących potrzeb rynkowych, a w szczególności słabo będziemy reagować na zmiany i trendy w zakresie istniejących i rozwijanych technologii, to nie przygotujemy dobrze naszych absolwentów, a co za tym idzie – nie przyciągniemy odpowiednich kandydatów na nasze studia – podkreślił dziekan WETI.
Coraz więcej firm nawiązuje współpracę z uczelniami…
– To prawda. W wielu krajach Europy i w Stanach Zjednoczonych istnieje znacznie silniejsze sprzężenie pomiędzy przemysłem a szkolnictwem wyższym. Firmy zwracają się do uczelni z propozycją współpracy, bo wiedzą, że powstają tam świetne rozwiązania techniczne i przełomowe technologie. Rozwijają je ludzie, którzy zadają pytania i poszukują tych rozwiązań nieco inaczej niż szeregowi pracownicy zatrudnieni na etacie w firmie. Pod koniec lat osiemdziesiątych w Polsce, w branży elektronicznej i informatycznej, funkcjonowały głównie małe przedsiębiorstwa, które niekoniecznie dysponowały środkami do inwestowania w działalność B+R. Powoli pojawiały się duże koncerny i uruchamiały produkcję, ale rzadko przeznaczały pieniądze na badania i rozwój. Dlatego poziom współpracy przemysłu z uczelniami technicznymi był wtedy bardzo umiarkowany. Z czasem jednak sytuacja zaczęła się zmieniać i dzisiaj wygląda to dużo lepiej. Z jednej strony mamy już silną gospodarkę, a rodzime firmy coraz częściej inwestują coraz większe kwoty w działalność B+R. Z drugiej strony wyrobiliśmy już sobie naprawdę dobrą markę, nie tylko w kraju, ale i na świecie. Nierzadko nie tylko my aplikujemy o współpracę, lecz firmy zagraniczne same przyjeżdżają do nas i zlecają nam zaprojektowanie elektroniki. Żeby nie eksponować zbytnio tego wątku, podam tylko jeden przykład: Fermilab poprosiło nas o zbudowanie systemu synchronizacji wiązki do ich nowego akceleratora. W obecnej sytuacji geopolitycznej niezwykle istotnym partnerem jest również przemysł zbrojeniowy. Polskie firmy, jak chociażby WB Electronics, wciąż potrzebują elektroników. Naszą rolą jest dobrze przygotować naszych studentów do pracy w tej branży, przy czym oprócz klasycznej elektroniki, informatyki i telekomunikacji, ważne są również kwestie cyberbezpieczeństwa.
A czy młodzi Polacy chcą się uczyć?
– To trudne pytanie. Zawsze pojawiają się jednostki wybitne i praca z takimi studentami bywa czasem wyzwaniem, ale zarazem jest to prawdziwa przyjemność. Od dłuższego czasu jednak obserwujemy zmiany w mentalności młodych ludzi żyjących w kulturze social mediów. Są oni przekonani, że Internet jest wszechpotężny i zawsze dostępny. Duża część z nich przestaje się uczyć, ponieważ wszystko można znaleźć w sieci. Zdarza się, że nawet wyłączają myślenie, bo przecież wystarczy zadać właściwe pytanie sztucznej inteligencji. W efekcie spora część młodych ludzi, którzy trafiają na uczelnię, świetnie zdaje testy, ale ma problem z analizą krytyczną i formułowaniem szerszych wypowiedzi na zadany temat. Efekty są takie, że niektóre prace dyplomowe czyta się niemal jak instrukcję obsługi kserokopiarki. Kolejny problem to narastający kryzys demograficzny i zmniejszająca się liczba absolwentów szkół średnich. Oznacza to, że w perspektywie najbliższych lat należy się spodziewać dalszego obniżenia liczby, a także średniego poziomu przygotowania kandydatów na studia, zwłaszcza z przedmiotów ścisłych. Trudno być w takich warunkach uczelnią elitarną. Zawsze marzyłem, żeby Politechnika Warszawska była czymś w rodzaju MIT. Z wielu względów, w szczególności finansowych, jest to oczywiście nierealne. Jako uczelnia państwowa mamy ograniczone środki budżetowe i nie możemy radykalnie podnieść wymagań dla kandydatów i w efekcie znacząco obniżyć liczby studentów. Gdyby jednak puścić wodze fantazji i założyć, że począwszy od dziś kształcimy tylko studentów z najwyższej półki i tylko takim dajemy dyplomy, to spodziewam się, że po kilku latach rynek pracy by się zorientował i firmy chciałyby zatrudniać naszych absolwentów płacąc im przy tym dwa-trzy razy więcej niż pozostałym. Idąc dalej tym tropem, kandydaci zaczęliby dostrzegać, że naprawdę warto u nas studiować i walczyliby o to, aby się dostać do nas na studia, co oznaczałoby wyższy poziom przygotowania kandydatów. Po przyjęciu zaś uczyliby się wszystkiego na poważnie. W perspektywie mieliby bowiem ciekawą i bardzo dobrze płatną pracę, podobnie jak absolwenci MIT, Stanfordu czy Caltechu. Należy jednak zauważyć, że naszym zadaniem nie jest kształcenie wyłącznie naukowców. Nasi absolwenci stanowią także źródło kadr inżynierskich dla przemysłu. Musimy zatem patrzeć szerzej, jeśli chodzi o przygotowanie młodych ludzi do wykonywania zawodu. Powinni oni nabywać umiejętności zarówno twarde, jak i miękkie, bo przystosowanie społeczne i praca w grupie są równie ważne jak wiedza techniczna. W tym celu – między innymi – powstała Rada Konsultacyjna, która dzieli się swoimi przemyśleniami dotyczącymi tego, w jakie jeszcze dodatkowe umiejętności i wiedzę warto wyposażyć naszych absolwentów. O tym, że studia nie powinny sprowadzać się do nauki obsługi konkretnych narzędzi, ale przede wszystkim do kształcenia umiejętności kreatywnego myślenia, rozwiązywania problemów i metod zarządzania projektami, wiemy już od dawna.
Czy nie będzie tego za nich robić sztuczna inteligencja?
– Media już od jakiegoś czasu mówią o tym, które grupy zawodowe sztuczna inteligencja w pierwszej kolejności wygryzie z rynku pracy. Spodziewam się, że w dziedzinie nauk technicznych AI zabierze pracę głównie tym przeciętnym, dlatego warto, żebyśmy kształcili na uczelniach jak najlepszych absolwentów i sami stawali się najlepsi na wielu poziomach. Ludzie o szerokiej wiedzy, kreatywni i potrafiący pracować w zespole, mają większe możliwości wyboru i adaptacji do zmieniających się uwarunkowań. Nie wszyscy oczywiście posiadamy takie cechy. Najważniejsze jednak, żeby swojej inteligencji nie zamieniać na sztuczną, tylko wykorzystywać AI jako narzędzie. Korzystajmy oczywiście z jej potencjału, podobnie jak kiedyś korzystaliśmy z kalkulatorów, mimo tego, że nauczyciele kazali nam dodawać pod kreską, ale nauczmy się z niej korzystać efektywnie i czerpać sensowne wartości. W internecie też musimy odsiewać rzetelne informacje od natłoku tych nic nie wartych. Jako nauczyciele powinniśmy się ciągle przystosowywać do zachodzących zmian i wskazywać drogę naszym studentom. Nie możemy udawać, że nic się nie dzieje i funkcjonować tak jak dawniej. Socjologowie mówią, że młodzież ma coraz większe problemy z koncentracją. Istotnym zjawiskiem społecznym jest zatem to, że studenci przychodzą teraz na uczelnię techniczną z nowymi narzędziami i umiejętnościami cyfrowymi, ale zarazem inną percepcją otaczającego świata. Tam stykają się z pokoleniem nauczycieli akademickich, którego część jest bardzo przywiązana do klasycznych form nauczania i w rezultacie nie potrafi swojej ogromnej wiedzy przekazać w sposób, który dla tych młodych ludzi byłby atrakcyjny. Jeśli jednak chcą, aby młodzież się zainteresowała i zechciała głębiej poznawać i analizować problemy techniczne, muszą się nauczyć do nich docierać.

Pomieszczenia wydziałowe, gdzie zbiera się m.in. Rada Konsultacyjna | zdjęcie udostępnione przez Politechnikę Warszawską
To dlatego powstała Rada Konsultacyjna?
– Od Rady potrzebujemy wsparcia w postaci sygnałów o aktualnych trendach, zarówno w obszarze technologii, jak i rynku pracy, które mogłyby nam służyć jako wskazówki, w jakim zakresie modyfikować treści i sposób nauczania. Zakładamy, że w ramach tej współpracy pojawią się również jakieś zagadnienia naukowe i problemy techniczne do rozwiązania w ramach R&D. Członkowie Rady to osoby pełniące funkcje menadżerskie, a zatem bardzo zajęte, dlatego nie spotykamy się zbyt często wszyscy razem. Możemy jednak działać w mniejszych grupach tematycznych. Wielu z członków Rady to nasi absolwenci, emocjonalnie związani z uczelnią, dlatego ich sugestie są bardzo wartościowe. Niektórym proponujemy gościnne poprowadzenie wykładów, warsztatów lub seminariów.
Czyli wracają do Alma Mater z bukietem doświadczeń…
– Studenci widzą różnicę pomiędzy profesorem, który od 40 lat siedzi za biurkiem i powtarza to samo, a wykładowcą przekazującym żywą wiedzę wziętą z przemysłu. Ten drugi jest dla nich bardziej wiarygodny, bo zna realia rynkowe i zmierzył się z wymaganiami klienta, a jednocześnie wie, jak rozwiązać problemy techniczne, z uwzględnieniem uwarunkowań biznesowych, a przynajmniej szuka i dostrzega potencjalne możliwości.
Jacy są dzisiejsi studenci?
– Wielu z nich pracuje, bo musi zarobić na swoje utrzymanie albo chce na jak najwcześniejszym etapie zdobyć praktyczne doświadczenie zawodowe. Ale prawda jest taka, że nie da się połączyć pracy na pełnym etacie ze studiami w trybie dziennym bez szkody dla poziomu wykształcenia. Co gorsza, niektórzy pracodawcy zapewniają, że studia nie są już potrzebne, bo wszystkiego można nauczyć się w praktyce. Jest to w mojej ocenie skrajnie nieetyczne. Takim pracodawcom chodzi zapewne o pozyskanie taniej siły roboczej w postaci ludzi, którzy wykonują stosunkowo proste prace. Studia zaś mają dostarczyć szerokiej wiedzy z danej dziedziny oraz umiejętności rozwiązywania skomplikowanych zagadnień. Niestety, nie da się ukryć, że przez ostatnie dwie-trzy dekady nastąpiła znaczna dewaluacja tytułów zawodowych. Mamy coraz więcej ludzi z dyplomami, ale poziom absolwentów jest niższy niż 20-30 lat temu. Wynika to po części z tego, że poziom przygotowania kandydatów na studia jest gorszy. Trudno się temu dziwić, skoro od ponad 15 lat w programie klas o profilu matematyczno-fizycznym nie ma już na przykład badania funkcji (wcześniej był to standard), a progiem do zaliczenia matury z matematyki jest zaledwie 30% punktów. Inna sprawa, że młodzi ludzie powinni chcieć studiować u nas, w kraju. Zamiast tego często – zwłaszcza ci zdolniejsi – wyjeżdżają na uczelnie zagraniczne. Temu jednak też trudno się dziwić, bo jeśli aplikują do MIT i są tam przyjmowani, to często dostają jeszcze stypendium na utrzymanie. Nie muszą pracować i mogą skupić się na nauce. Odrębnym, ale także niezwykle istotnym problemem jest rekrutacja młodej kadry akademickiej. Kiedyś praca na uczelni była wyróżnieniem i garnęli się do niej najlepsi studenci. W tej chwili już tak nie jest. Wynika to w dużej mierze z dysproporcji między wynagrodzeniami na uczelni i w przemyśle. Pamiętam jeszcze, jak za czasów premiera Tadeusza Mazowieckiego, w latach 1989-91, była ustawa, która mówiła, że stosunek zarobków asystenta, adiunkta i profesora powinien wynosić 1:2:3. W dzisiejszych realiach oznaczałoby to, że asystent zarabia średnią krajową, adiunkt jej dwukrotność, a profesor trzykrotność. Gdyby tak było, to młodzi ludzie mieliby odpowiednią motywację do pozostania na uczelni, no i oczywiście do zdobywania kolejnych stopni naukowych. Nie musieliby szukać pracy gdzie indziej i łączyć jej z karierą na uczelni. W naszym kraju problem finansowania szkolnictwa (nie tylko wyższego) jest od dziesięcioleci ignorowany przez władze. Politycy zdają się nie rozumieć, że inwestycja w szkolnictwo przynosi wspaniałe owoce, ale jest z założenia długoterminowa. Marne wynagrodzenia dla nauczycieli oznaczają, że zostają nimi ci, którzy mają olbrzymią pasję, ale inne źródła dochodu, podczas gdy pracę w szkole lub na uczelnie traktują jako swoiste hobby. Inni godzą się na życie „od pierwszego do pierwszego”, bo nie widzą siebie gdzieś indziej. Tych pierwszych nie ma zbyt wielu, a ci drudzy nie przekażą swoim uczniom pasji, bo sami są często sfrustrowani i zniechęceni. Bywa i tak, że ci bardziej wartościowi odchodzą, nawet jeśli kochają uczyć, bo mają rodzinę do utrzymania i chcą po prostu godnie żyć.
W jaki sposób Rada może tu pomóc?
– Nie spodziewam się, żeby Rada była w stanie wywrzeć znaczący wpływ na sposób funkcjonowania szkolnictwa w całej Polsce, dlatego chcemy korzystać z jej wsparcia do poprawy tego, co możemy zmienić na Wydziale. Stąd koncentrujemy się na wspomnianych już wcześniej aspektach poprawy jakości nauczania, programów studiów i działalności naukowej. Dzięki zaangażowaniu Rady będziemy mogli szybciej i lepiej dopasowywać się do bardzo dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, jeśli chodzi o kształcenie i prowadzenie badań. Rzetelna, oparta na realiach rynkowych opinia Rady pozwoli nam na stworzenie lepszych studiów, zarówno pod kątem merytorycznym, inżynierskim, jak i umiejętności miękkich czy biznesowych. Inżynier powinien przecież umieć przekazywać swoją wiedzę i nauczyć się pracować w interdyscyplinarnym zespole projektowym.

Pomieszczenia wydziałowe, gdzie zbiera się m.in. Rada Konsultacyjna | zdjęcie udostępnione przez Politechnikę Warszawską
Jakie tematy były poruszane podczas dotychczasowych spotkań?
– Poruszaliśmy kwestie dotyczące zarówno dydaktyki, jak i działalności naukowej. Spotkania były niezwykle ciekawe, miały charakter burzy mózgów i zaowocowały szeregiem pomysłów, propozycji, spostrzeżeń oraz sugestii dotyczących sposobu i zakresu kształcenia na WEiTI ale także możliwości współpracy w zakresie B+R z przemysłem. Niektóre z nich z całą pewnością wdrożymy w życie.
Czy członkowie Rady mają ze swojej pracy jakieś korzyści?
– Są to ludzie, którzy lubią się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem. Może chcą zmienić świat na lepszy, a mają świadomość, że my ich chętnie posłuchamy. Nie oznacza to oczywiście, że wdrożymy każdą ich propozycję. Są jednak spore szanse, że kilka pomysłów czy spostrzeżeń będziemy uwzględniać w modyfikacjach naszych programów kształcenia. Myślimy też o współpracy partnerskiej – firmy bedą miały praktykantów, a my okazjonalnych wykładowców, specjalistów z tych firm, którzy podzieją się swoją wiedzą z naszymi studentami. Takie staże, a także prowadzenie gościnnych wykładów, warsztatów czy seminariów to świetny sposób na pozyskanie wartościowych pracowników. Niektórzy przedsiębiorcy organizują konkursy na najlepsze prace dyplomowe lub doktorskie, czyli dla absolwentów studiów pierwszego, drugiego lub trzeciego stopnia. Firmy często też uczestniczą w realizacji dyplomów, bo w taki sposób mogą dotrzeć do najlepszych absolwentów. Muszę tu jednak zaznaczyć, że niekoniecznie sprowadza się to do formułowania tematów i finansowania realizacji prac dyplomowych. Często wsparcie firm polega na dostarczaniu próbek podzespołów lub narzędzi software’owych. Studenci zapamiętują to wsparcie i w przyszłości, już jako inżynierowie pracujący nad projektami, chętnie zgłaszają się do takich firm z zapytaniem o konkretne produkty.
Czyli dostarczone próbki to zobowiązania?
– Niekoniecznie. Dla firmy jest to oczywiście forma reklamy jej produktów trafiająca do właściwego odbiorcy. Jednak gdy jakaś firma oferuje swoje rozwiązania studentom, to jako uczelnia przeważnie się zgadzamy, bo to dla nas jest z kolei bezkosztowa lub bardzo tania forma pokazania studentom bieżących rozwiązań technologicznych. Dotyczy to również narzędzi do projektowania elektroniki, jak chociażby pakietów programowych Altium Designer czy Mentor Graphics. Sporo jest też dzisiaj dostępnych darmowych narzędzi wspomagających pracę inżynierów, przy czym część z nich to narzędzia z naprawdę wysokiej półki.
Na co jeszcze może mieć wpływ Rada Konsultacyjna?
– Spojrzyjmy na to na przykładzie dydaktyki. Rada może zasugerować, co warto dołożyć do programu kształcenia, a z czego lepiej zrezygnować. Często modyfikujemy pewne elementy programu bez zmiany głównych założeń i nazwy kierunku. Są one udoskonalane praktycznie w trybie ciągłym. Ze względu na szybki postęp technologiczny zmieniają się treści, pojawiają się nowe przedmioty i inne formy edukacyjne. Na przykład na kierunku Cyberbezpieczeństwo kładziemy bardzo duży nacisk na przekazywanie wiedzy w formacie PBL (ang. Project Based Learning). Studenci także mają wpływ na zachodzące zmiany, bo to oni muszą się do nich dostosować, podobnie jak my do ich możliwości percepcyjnych. Niestety, od lat obserwujemy spadek poziomu kandydatów, zwłaszcza jeśli chodzi o nauki ścisłe. Matematyka została mocno okrojona w programach szkolnych. I to wcale nie kosztem liczby godzin lekcyjnych. Niedawno znalazłem mój plan zajęć z 8. klasy szkoły podstawowej i zobaczyłem, że miałem codziennie nie więcej niż sześć godzin zajęć. Porównałem to z planem mojej córki i okazało się, że ona w 8. klasie miała już po osiem lekcji dziennie. Dzieciaki nie mają kiedy odpocząć. Poza tym, z tego co wiem, w szkole zaszły również negatywne zmiany dotyczące takich zajęć jak muzyka, plastyka, czy ZPT (zajęcia praktyczno-techniczne) czyli przedmiotów, które pobudzają kreatywność. W takim wszechobecnym pędzie młodzi ludzie uczą się dzisiaj do matury i często nie widzą tego, co jest przed nimi w dalszej perspektywie. Natomiast wracając jeszcze do właściwego pytania dotyczącego Rady: o ile w przypadku spotkań tematycznych dyskusja jest ograniczona do tematu danego spotkania, to nie chcemy ograniczać możliwości oddziaływania Rady. Zakładamy, że warto słuchać wszelkich głosów i komentarzy, nawet jeśli odbiegają od głównego nurtu naszej działalności, bo czasem takie pozornie nieistotne lub niezwiązane z naszą podstawową aktywnością pomysły mogą okazać się strzałem w dziesiątkę lub być źródłem kolejnych koncepcji, które znajdą już bardzo konkretne zastosowania.

Zdjęcie udostępnione przez Politechnikę Warszawską
Jakich ludzi chciałby Pan kształcić na Politechnice Warszawskiej?
– Ciekawych świata, chcących się czegoś nauczyć i otwartych na różne możliwości. Studentom, którzy przychodzą do mnie i chcą, abym został ich promotorem, zadaję pytanie czy wystarczy im tylko dyplom, czy też zależy im na tym, żeby w efekcie coś umieć. Wiedzą, że jestem wymagający i dyplomant musi się u mnie solidnie napracować, często nawet postudiować jeden semestr dłużej. Jeśli taki student mimo wszystko się zdecyduje, to wiem, że jest to dobry materiał na dyplomanta, taki z wyższej półki. Gdybym był pracodawcą, to w podobny sposób szukałbym ludzi do pracy. Nawet nie chodzi o to, żeby młody człowiek już coś umiał na starcie, najważniejsze jest to, czy mu zależy. Nauczyć się może zawsze. Kandydatów do pracy prosiłbym też o pokazanie suplementu z ocenami z poszczególnych przedmiotów na studiach, bo to daje pełniejszy obraz umiejętności danego absolwenta i jego nastawienia do studiów. Podobno mamy w Polsce całkiem nieźle wykształconych młodych ludzi w porównaniu do innych krajów. Czujność jednak warto zachować, bo to jest trochę jak w tym dowcipie: „jak sobie pomyślę jakim jestem inżynierem, to się boję iść do lekarza” – uśmiechnął się na koniec naszej rozmowy prof. Tomasz Starecki.


IEEE oraz ABB wyróżniły pracę doktorską z WAT o radiowym wykrywaniu bezzałogowców
TDK rozpoczyna współpracę z Wydziałem Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej
TRUMPF wzmacnia młodych inżynierów. Nowi stypendyści i międzynarodowy sukces zespołu z Politechniki Warszawskiej 

![https://www.youtube.com/watch?v=gHcP8AajoN4 Szymon Robak oprowadza po katowickim Laboratorium Badań Kompatybilności Elektromagnetycznej w Sieć Badawcza Łukasiewicz - Instytucie Sztucznej Inteligencji i Cyberbezpieczeństwa. Zapraszamy na film! [materiał redakcyjny]](https://mikrokontroler.pl/wp-content/uploads/2026/06/Szymon-Robak-tytulowe.png)
![https://www.youtube.com/watch?v=BgxJVTwYJ-s Zapraszamy do obejrzenia filmu i wysłuchania krótkich wypowiedzi prelegentów Hardware Forum 2026 i organizatorów majowej konferencji dla inżynierów z branży elektronicznej: Konrad Bruliński z Lemontech, prof. Krzysztof Kulpa z Politechniki Warszawskiej, Zbigniew Huber z FLC, Ewa Załupska z firmy KROK, Jerzy Kozieł z MPTECH, Grzegorz Potyralski z VIGO Photonics, dr Krzysztof Czuba z Politechniki Warszawskiej, Anna Beata Kalisz Hedegaard z Quantum Security Defence, Adrian Cichosz z Elhurt Dystrybucja Anna Kamińska z Creotech Quantum, oraz Łukasz Jaeszke i Adam Jaeszke z TEK.day [materiał redakcyjny]](https://mikrokontroler.pl/wp-content/uploads/2026/05/tytulowe-film-1.png)


