Mamy w Polsce szerokie kompetencje w ekosystemie półprzewodników – twierdzi Max Dropiński
Półprzewodniki są obecnie uznawane za nową ropę naftową, a nawet złoto gospodarki, wszak sztuczna inteligencja nie rozwinie się bez nowoczesnych układów scalonych. Max Dropiński od 15 lat zajmuje się półprzewodnikami i sukcesywnie buduje Europejską Dolinę Krzemową na styku Polski, Niemiec, Czech i Słowacji. W naszej rozmowie podkreślił, że Polska ma teraz realną szansę na odegranie kluczowej roli w budowaniu odpornego łańcucha dostaw, ale po drodze musi stawić czoła wielu wyzwaniom:
– Planowana inwestycja amerykańskiego giganta pod Wrocławiem zadziałała jak katalizator i pomogła nam uwierzyć w siebie. Firmy, które już działały w Polsce, dostały nagle wiatr w żagle. Powstało szereg nowych inicjatyw i startupów. Okazało się, że po rezygnacji Intela z utworzenia Zakładu Testowania i Integracji Przyrządów Półprzewodnikowych w Miękini otrząsnęliśmy się i rozejrzeliśmy dookoła, po czym zaczęliśmy dostrzegać inne możliwości rozwoju.

Max Dropiński
Jakie mamy realne perspektywy w kraju?
– Przemysł półprzewodnikowy był u nas dosyć mocno rozwinięty w końcu lat 60. i początku lat 70. Jednak po zmianie ustroju w 1989 roku i otwarciu się na rynki zagraniczne przetrwał tylko szczątkowo i to zarówno w zakresie firm, jak i wiedzy na uczelniach. Utrzymały się dwa ośrodki – Politechnika Warszawska i Politechnika Wrocławska. Późnych lat 80. sięgają też korzenie naukowe firmy VIGO Photonics, która została zarejestrowana w 2002 roku, a dzisiaj wytwarza fotoniczne układy scalone i elementy optoelektroniczne. Coraz więcej się mówi o konieczności rozwoju przemysłu półprzewodnikowego, również w kontekście bezpieczeństwa i technologii wojskowych. Przemawia za tym trudna sytuacja geopolityczna, zwłaszcza za naszą wschodnią granicą, która skłania do uniezależnienia się. Wrogi sąsiad mobilizuje nas do rozwoju autonomii w zakresie układów scalonych. Polska może odegrać w tym zakresie ważną rolę w Europie, ponieważ mamy kompetencje potwierdzone przez niezależne źródła, jak chociażby raport Kearney-a. Firmy światowe coraz częściej wybierają Polskę jako miejsce inwestycji. Daje się też zauważyć duży napływ osób z innych branż. Wracają inżynierowie, którzy za granicą zajmowali się półprzewodnikami. To bardzo przyspiesza rozwój.
Czy mamy czekać na kolejnego tak dużego inwestora jak Intel?
– Nie możemy czekać. Powinniśmy skupić się na rozwoju własnych firm i jednocześnie pokazywać zagranicznym przedsiębiorstwom atrakcyjność naszego kraju. Regularnie odwiedzam Tygrysy Azjatyckie, zwłaszcza Tajwan, czy Japonię, gdzie zachęcam innych dużych graczy branży półprzewodników do inwestycji w Polsce. Mówiłem o działce w Miękini, zarządzanej przez Legnicką SSE, gdzie jest gotowa infrastruktura wodno-kanalizacyjna i energetyczna. Uważam, że tam najszybciej możemy zbudować back-endowy zakład półprzewodnikowy, który będzie się zajmował integracją, testowaniem i finalnym montażem układów scalonych. Nie należy też zapominać o absolwentach szkół średnich i wyższych we Wrocławiu, którzy przez kilka lat byli przygotowywani do pracy w branży półprzewodników.

Działka w Miękini pod Wrocławiem na terenie Legnicka SSE, przeznaczona na inwestycję firmy Intel i oficjalnie przekazana wykonawcy w 2024 roku | źródło: wroclaw.pl
Czyli trzeba zbudować ekosystem półprzewodnikowy?
– Proces produkcji układów scalonych jest najbardziej skomplikowany na świecie. Obejmuje ogromny łańcuch dostawców i odbiorców współpracujących ze sobą niczym system naczyń połączonych. Taki ekosystem powstaje latami. Przykładem jest Malezja, gdzie w latach 70-tych na wyspie Penang powstał pierwszy zakład produkcji zaawansowanych półprzewodników. Nie było tam wówczas żadnej infrastruktury, tylko palmy i błoto. Teraz jest to miejsce tętniące życiem, z setkami półprzewodnikowych i elektronicznych firm na światowym poziomie. Cały ten ekosystem rozkwitł właśnie u boku jednego dużego zakładu. Tak to mogło wyglądać w okolicach Miękini, gdzie jest potencjał na kilka fabryk i cały ogromny ekosystem.
Jak nam może pomóc Chips Act 2.0?
– Europa posiada obecnie 7-8% światowej produkcji półprzewodników, ale bardzo potrzebuje autonomii w tym zakresie. Pierwszy Chips Act z 2022 roku zakładał, że Europa powinna dojść do 20% produkcji własnych chipów do 2030 roku. Amerykańscy giganci półprzewodnikowi nie budują obecnie fabryk w Europie, tylko w Stanach Zjednoczonych, na co mocno naciska administracja prezydenta Donalda Trumpa. Nowy Chips Act 2.0 z marca 2026 roku stawia na konkurencyjność całego ekosystemu. Definiuje sposób, w jaki poszczególne kraje europejskie mogą udzielać dodatkowej pomocy publicznej inwestycjom w półprzewodniki, żeby zachęcić firmy do budowy zakładów.
A co może zachęcić firmy do produkcji półprzewodników w Europie?
– Musimy zapraszać do inwestowania nie tylko Stany Zjednoczone, ale również Azję. Poza tym trzeba pamiętać, że wysoki rozwój produkcji półprzewodników na Tajwanie nie był spowodowany tylko chęcią zmniejszenia kosztów produkcji przez amerykańskie firmy przenoszące produkcję do Azji w latach 80. i 90. Był to również efekt konsekwentnego działania rządu tajwańskiego, dzięki czemu powstała firma TSMC, która wyrosła z instytutu ITRI poprzez badania wdrożeniowe. Jej założyciel Morris Chang postanowił wówczas, że będzie produkować najlepsze na świecie półprzewodniki. Firma rozwijała swoje kompetencje przez dziesiątki lat. Jeśli chodzi o zachęty dla firm, to nie wystarczy już działka z mediami i zwolnienie z podatku. W branży zaawansowanych technologii potrzebny jest wspomniany już ekosystem. Skuteczne przyciągnięcie inwestycji półprzewodnikowych do Polski oraz innych krajów Europy powinno polegać na wspieraniu budowy silnego łańcucha wartości, począwszy od dostawców i producentów, a skończywszy na odbiorcach, konsumentach. Częścią tego ekosystemu muszą być uczelnie kształcące kadry, parki technologiczne oraz badania wdrożeniowe. W Polsce i Europie mamy dużo instytutów badawczych o wysokim poziomie intelektualnym, ale poza rozwojem myśli technicznej musimy też myśleć o monetyzacji nowych technologii. Powinniśmy wykonywać badania, które są oczekiwane przez rynek i rozwijane w prawdziwy biznes.
Jacy inwestorzy są mile widziani w Polsce?
– Nie jest tak jak na początku lat 90-tych, że warto ściągać każdą firmę, jaka chciałaby u nas inwestować. To już nie ten czas. Uważam, że czas zacząć zachęcać przede wszystkim te przedsiębiorstwa, które są nam potrzebne ze względów strategicznych. Nie możemy sprowadzić do kraju zbyt dużo firm również z powodu ograniczonych zasobów ludzkich, które wciąż nam się kurczą. Dysponujemy też ograniczoną ilością energii. Oczywiście za chwilę będziemy mieć jej więcej, głównie dzięki mądrym inwestycjom w infrastrukturę energetyczną, ale musimy nauczyć się ją oszczędzać. Powinniśmy zapraszać takich inwestorów, którzy będą tworzyć część naszego łańcucha dostaw oraz strategiczne przewagi dla Polski i Europy w przyszłości. Tak, jak to kiedyś robił i wciąż robi Tajwan, jeszcze nie tak dawno Chiny i obecnie Stany Zjednoczone, które przeznaczają setki miliardów dolarów na zbudowanie lub odzyskanie autonomii. W Polsce też starajmy się przyciągać potrzebne inwestycje, w zgodzie z przemyślaną strategią rozwoju.

Pracownia nanolitografii w CEZAMAT PW. Fot. Agnieszka Kubasik
Które polskie instytuty i firmy działają już w naszym ekosystemie półprzewodnikowym?
– Trzeba odróżnić instytuty od podmiotów całkowicie prywatnych. W obu rodzajach działalności trzeba zacząć od planu biznesowego i zdefiniowania tego, co chcemy finalnie uzyskać, czyli co i komu sprzedać. Musi być określony klient i rynek, który zaakceptuje koszty wytworzenia. Nawet jeśli produktem jest samo badanie. Jeśli instytuty zaczynają od chęci stworzenia czegoś, ale nie wiedzą, czy rynek tego potrzebuje, to jest to zły kierunek. W przeszłości w Polsce zdarzały się projekty, szczególnie te finansowane publicznie, które od początku nie miały dobrej strategii biznesowej, w związku z czym po drodze zatracał się sens badań. Oczywiście należy realizować badania ze środków publicznych i w ramach interesu społecznego, bo od tego często zależy progres nauki. W krajach innowacyjnych musi to być jednak kombinacja obu tych elementów. Na polskim rynku działają już oczywiście instytuty naukowe, które chcą komercjalizować kluczowe technologie. Łukasiewicz – IMiF buduje linię pilotażową GaN, a prywatny instytut CBRTP zamierza tworzyć własne przyrządy półprzewodnikowe.
Czym tak naprawdę zajmują się polskie firmy półprzewodnikowe?
– Mamy w kraju szerokie kompetencje w ekosystemie półprzewodników. Wiele firm specjalizuje się w projektowaniu chipów – pierwszym ogniwie łańcucha dostaw – i nie muszą od razu budować własnych fabryk. Mogą zlecić produkcję wysokowydajnym fabrykom, jak chociażby TSMC. Sporo specjalistów wywodzi się z gdańskiego oddziały firmy Intel. Przez ponad 20 lat mieli szeroki dostęp do wiedzy w zakresie projektowania układów scalonych. Po odejściu założyli własne działalności lub zasilili inne lokalne firmy. To bardzo mocno wpłynęło na rozwój branży, która rozwija się u nas teraz bardzo intensywnie. Jednym z takich startupów jest Polski Krzem. Zajmuje się projektowaniem chipów, ale ma potencjał, aby przyszłości je produkować. Bardzo im kibicuję. Kiedyś pracowali nad światowej klasy chipami dla zewnętrznych korporacji, a teraz chcą wykorzystać swoje unikalne kompetencje, aby stworzyć produkt realnie sprzedawalny na rynku.

Urządzenie Delta Printing System firmy XTPL do nanodruku metodą addytywną struktur funkcjonalnych o grubości rzędu jednego mikrona. Fot. Agnieszka Kubasik
– Mamy też w Polsce firmę ResQuant, która specjalizuje się w rozwiązaniach z zakresu kryptografii postkwantowej (PQC). Opracowała już własny design układu scalonego i zleca jego pilotażową produkcję poza granicami Polski, ale w granicach UE, czyli dba o autonomię na poziomie europejskim. Chipy ResQuant będą już gotowe wówczas, gdy komputery kwantowe staną się powszechnie dostępne. Obecnie firma wytwarza pilotażową ilość swoich produktów, żeby móc je testować. Inna firma to ChipCraft, producent półprzewodników działający w modelu fabless i specjalizujący się w technologii systemów nawigacji satelitarnej (GNSS). Od ponad dziesięciu lat projektuje chipy w różnej technologii, m.in. FPGA. Kolejna spółka to Semiqa. Projektuje i produkuje zaawansowane układy scalone w technologii analogowych sieci neuronowych (aNN). Firma XTPL zajmuje się drukowaniem struktur przewodzących w wersji nano. Jej technologia umożliwia łączenie chipletów z różnego rodzaju urządzeń mikroelektronicznych. Z kolei Nanores posiada bardzo zaawansowane laboratorium, w którym sprawdza, czy dany chip jest prawidłowo wyprodukowany. Wilk Electronics, jedyny europejski producent kości pamięci, który czterokrotnie zwiększyły swoją cenę przez globalny niedobór i zwiększenie popytu na sztuczną inteligencję. Pomimo tego, że korzysta z łańcucha dostaw z Chin, to tworzy swoje produkty w Polsce. Są jeszcze oczywiście firmy zagraniczne, które mają w Polsce oddziały jak chociażby wspomniany już Intel czy NVIDIA, AMD i OpenChip. Lasery i zasilacze do produkcji półprzewodników wytwarza polsko-niemiecka firma TRUMPF. Mamy też, wywodzący się z PAN – Instytutu Wysokich Ciśnień, startup Top-Gun, zajmujący się optoelektroniką. To on stworzył słynny niebieski laser. Związany jest z ENSEMBLE³ – Centrum Doskonałości (CoE), które specjalizuje się w zaawansowanych materiałach, nowoczesnych technologiach wzrostu kryształów i nanofotonice.
Dużo jest tych firm?
– Nie są to setki, a raczej dziesiątki. Według naszych szacunków jest około 20 polskich przedsiębiorstw.
A reszta ekosystemu?
– Dalecy jeszcze jesteśmy od autonomii całego łańcucha wartości wytwarzania półprzewodników. W kompletnym ekosystemie znajdują się przecież także dostawcy materiałów ziem rzadkich, chemii, maszyn i oprogramowania. Potrzebni są też integratorzy systemów i rozwiązań. To bardzo skomplikowany ekosystem i chcemy go w Polsce rozwinąć. Najważniejsze, abyśmy zrozumieli, że cały ekosystem napędza właśnie to półprzewodnikowe serce. Jeszcze teraz jest on u nas szczątkowy, ale mamy za to dobrze rozwinięty ekosystem producentów elektroniki i urządzeń, czyli firmy EMS i OEM.
Jakie trzeba podjąć działania?
– Musimy nawiązywać relacji i dzielić się wiedzą. Spotkania branżowe i współpraca nie do końca jeszcze w Polsce dobrze funkcjonują. Ważne są takie konferencje, jak SEMICON Europe, organizowane przez stowarzyszenie SEMI w Monachium, gdzie udało się zbudować polski pawilon. Wraz z Invest in Pomerania przyciągnęliśmy na dwa lata do naszego kraju strategiczną konferencję branży półprzewodnikowej (ISS – Industry Strategi Sympozjum), która odbyła się w marcu br. w Sopocie. Wykorzystaliśmy tę szansę do nawiązywania kontaktów, podpisywania umów i budowania biznesu. W kolejnych latach konferencja odbędzie się we Wiedniu i Dreźnie. Niemiecki biznes bardzo mocno się rozwija właśnie dzięki istnieniu wielu stowarzyszeń wymuszających na firmach współpracę na zasadzie synergii. W Polsce często jeszcze działamy w zamkniętych silosach, enklawach traktujących innych jako konkurencję. Być może nie zdajemy sobie sprawy, że globalizacja spowodowała brak prawdziwej rywalizacji. Coraz częściej, obok konkurowania w jednej dziedzinie, współdziałamy w innej. Zachęcamy wszystkie firmy do spojrzenia na inne podmioty na rynku i dostrzeżenia w nich potencjalnej przestrzeni do współpracy. Nie warto się zamykać tylko na siebie, bo to może być szkodliwe. Wszystko zaczyna się przecież w naszych głowach. Być może utopią jest przekazywanie projektów innym firmom, ale wzajemne wspieranie w ich realizacji przy wykorzystaniu wspólnych zasobów może być bardziej efektywne w dłuższej perspektywie. O wiele korzystniejsze jest przecież wspólne zamówienie materiałów czy komponentów, ponieważ daje to większą siłę w negocjacjach i lepsze ceny.
– Na koniec chciałbym jeszcze podkreślić, że tak strategiczna branża, jak półprzewodniki, nigdzie na świecie nie rozwinęła się bez wsparcia poszczególnych rządów. Bez określenia strategicznego długoterminowego celu rozwoju tego sektora technologii w danym państwie niezależnie od zmian politycznych. Apeluję niniejszym do wszystkich uczestników sceny politycznej w Polsce, żeby wsparli rozwój branży półprzewodnikowej w naszym regionie.

Chips Diplomacy Support Initiative, czyli co należy zrobić, aby zbudować prawdziwy ekosystem półprzewodników
Co zrobić, żeby polscy przedsiębiorcy wsiedli do technologicznego pociągu i nie zostali na peronie machając do odjeżdżających?
Do gry o półprzewodniki zapraszali na konferencji PAIH paneliści Agnieszka Szweda, Max Dropiński, Marcin Fabianowicz, Agnieszka Sygitowicz i Łukasz Jaeszke 




